Strona:Juliusz Verne-Podróż naokoło świata w 80-ciu dniach.djvu/195

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


sokości zatrzymanych pojazdów i omnibusów spadały pociski i uderzenia. Buty, buciki opisywały w powietrzu koło, od czasu do czasu wystrzały z rewolwerów mieszały się do ogólnego zgiełku.
Tymczasem ciżba zbliżyła się do schodów i napełniła pierwsze stopnie. Z wszystkiego przypuścić można było, iż jednego z pretendentów odrzucono, ale na kogo padł wybór, czy na Mandiboya czy na Kamerfielda, o tem obojętni widzowie jeszcze nie wiedzieli.
— Radziłbym się usunąć — rzekł Fix, który nie życzył sobie, by »jego człowiek« oberwał kułaka, lub wplątał się w złą sprawę. — Jeśli tu idzie o Anglię i gdy nas poznają, możemy być bardzo skompromitowani.
— Obywatel angielski — odparł Phileas Fogg...
Nie zdążył jednak dokończyć swej myśli, gdy z placyku przed schodami rozległy się przeraźliwe ryki rozjuszonego tłumu. Wołano: Hurrah! Hip! hip! za Mandiboy. Nadciągało przeciwne stronnictwo, które pięścią i razami okładało zwolenników Kamerfielda.
Nasi znajomi znaleźli się między dwoma ogniami. Za późno się było cofać. Fala ludzi, uzbrojonych w okute laski i pałki, była nieprzepartą.
Phileas Fogg i Fix, ochraniający panią