Strona:Juliusz Verne-Podróż naokoło świata w 80-ciu dniach.djvu/157

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


warunkach aż do Shangaju, leżącego o 800 mil od Hong-Kongu, ale John Bunsby ufał swemu »Tankadere«, sunącemu po fali morskiej jak mewa.
— Sądzę, iż chyba zbytecznem byłoby — rzekł pan Fogg do sternika, gdy statek wypłynął na pełne morze — zalecać możliwy pośpiech.
— Niech Wasza Wysokość będzie spokojną — odparł John Bunsby — zrobi się wszystko, co będzie można.
Phileas Fogg, stojąc na pokładzie, patrzał na wzburzone fale, a młoda kobieta, siedząc na tyle statku, ze wzruszeniem przyglądała się oceanowi, który przepływali na tak wątłym statku. Nad głową jej bielały żagle »Tankadere«, unoszone wiatrem; zdawało się, iż fruwają w powietrzu.
Nadeszła noc, księżyc znajdował się w pierwszej kwadrze. Niewystarczające jego światło zniknęło wkrótce we mgle horyzontu. Od wschodu nadciągały chmury i zajęły część nieba.
Sternik zapalił ognie sygnałowe, jest to ostrożność konieczna na tych morzach, gdzie tak często zdarzają się rozmaite przypadki.
Fix marzył na pokładzie, trzymał się na uboczu, wiedząc, iż pan Fogg z natury jest małomównym. Przytem przykrem mu było mowić z człowiekiem, którego grzeczności