Strona:Juliusz Verne-Podróż naokoło świata w 80-ciu dniach.djvu/158

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


nadużywał. Myślał przytem o przyszłości. Przypuszczał, iż prawdopodobnie pan Fogg nie zatrzyma się w Jokohamie, iż wsiądzie niezwłocznie na statek z San Francisco, by dosięgnąć Ameryki, której to szersze przestrzenie dadzą mu możność ukrycia się i uniknięcia kary. Plan Phileasa Fogg wydawał mu się bardzo prostym. Zamiast wprost z Anglii udać się do Ameryki, jak zwyczajny rzezimieszek, ten Fogg kreśli ogromne koło, zwiedza ¾ globu ziemskiego, by dosięgnąć bez przeszkody kontynentu amerykańskiego, gdzie spokojnie zje pieniądze skradzione w banku. Ale cóż ma począć, gdy się znajdzie w Stanach Zjednoczonych, czyż ma on opuścić Fogga? Nie, po tysiąc razy nie! Dopóki nie otrzyma rozkazu aresztowania, on go na chwilę nie odstąpi; miał to sobie za obowiązek i do końca go spełni. W każdym razie zdarzyła się szczęśliwa okoliczność; Obieżyświata nie było więcej przy panu Fogg, a potem co pomiędzy agentem i nim zaszło, było bardzo pożądanem, by pan i sługa nigdy się nie spotkali.
Pan Fogg myślał ciągle o Francuzie, sądząc ze wszystkiego, był prawie pewnym, iż biedny chłopak wskutek jakiegoś nieporozumienia wsiadł na »Carnatic« w ostatniej chwili. Tak też myślała i pani Auoda, która odżałować nie mogła tego przywiązanego