Strona:Juliusz Verne-500 milionów Begumy.djvu/147

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

rodzie ma swój cel, i doktor Sarrasin, zakładając odosobnione miasto dostarczył mi, nie domyślając się tego, najwspanialszego pola do moich doświadczeń.
Marceli nie chciał wierzyć temu, co słyszał.
— Ale — rzekł głosem, którego mimo wolne drżenie zdawało się chwilowo zwracać uwagę Stalowego króla — mieszkańcy Miasta-Francyi nic panu złego nie zrobili! O ile wiem, nie masz pan żadnego powodu do wojny z nimi?
— Mój drogi—odpowiedział Herr Schultze — w mózgu twoim, dobrze zorganizowanym pod innymi względami, jest zasób idei celtyckich, które szkodziłyby ci bardzo, gdybyś miał długo żyć. Prawo, dobro, zło, są to rzeczy czysto względne i zależne od sposobu zapatrywania się. Wielkie prawa natury tylko są bezwzględne. Prawo współzawodnictwa bytu jest tak absolutnem, jak prawo ciążenia. Szaleństwem byłoby nie chcieć uznać tego. Zastosować się do tego prawa i działać w duchu jego, jest rzeczą rozsądną i mądrą, i dla tego zniszczę miasto doktora Sarrasin’a. Dzięki mojej armacie, moje pięćdziesiąt tysięcy Niemców łatwo pokonają sto tysięcy owych tam marzycieli skazanych na zagładę.
Marceli, pojmując, że nieużyteczną zupeł-