Strona:Jerzy Szarecki - Na pokładzie Lwowa.djvu/49

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


gaty Jego Królewskiej Mości Stefana Batorego, płynącej pod memi rozkazami!
— Kim jesteś, kapitanie? — spytałem, prostując się.
— Jestem kapitanem Wąsowiczem, kaprem Stefana Batorego, Króla Polskiego.
— Kimże ty jesteś, młody marynarzu?
— Jestem uczniem Szkoły Morskiej — odrzekłem.
— Chłopcze — rzekł wąsal — gdy wrócisz do siebie na statek i przypłyniesz zpowrotem do Polski, powiedz, że my, dawno zmarli marynarze polskiej floty królewskiej, krążymy wiecznie po wszystkich morzach świata, czuwając nad statkami polskiemi, odpędzając burze i sztormy, bronimy je przed wichrami i niepogodą i zginąć im nigdy nie damy...
— Tak jest, nie damy! — zawołali chórem wąsacze, stojący za swym kapitanem.
— Lecz wy, obecne pokolenie polskie, — mówił dalej kapitan — nie składajcie rąk, pokładając nadzieję w Bogu i w nas. Sami budujcie i umacniajcie flotę! Sami dbajcie o zabezpieczenie jej od burz i nawałnic. Powiększajcie, twórzcie flotę polską prędzej i lepiej, niż dotychczas. Podczas gdy wrogowie wasi z zachodu i wschodu zbroją się na morzu, bu-