Strona:Jerzy Szarecki - Na pokładzie Lwowa.djvu/33

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Od tej chwili rozpoczyna się roboczy dzień na „Lwowie“.
— Spocznij!
— Pierwszy szereg przez fok, drugi przez grot saling, na wanty — wspinaj się!
Szereg się rozpryskuje i pokład pustoszeje, natomiast wanty bakburty roją się postaciami marynarzy, drapiących się wzwyż.
Przed dojściem do marsa idziemy zbitą kupą po trzech na jednym szczeblu, ale już na steńwantach szybsi wysuwają się naprzód, niemal biegiem dochodzą do salingu i, zawisłszy na chwilę plecami wdól na podwankach na wysokości trzydziestu metrów, przechodzą przez saling na sterburtę i w minutę później schodzą na pokład.
Opieszałych popędzają, tak, że w trzy minuty po wejściu na wanty wszyscy już są na pokładzie.
Wolne wachty schodzą do międzypokładu na śniadanie, zaś moja, druga wachta, obejmuje służbę.
Szybko następuje podział pracy: na ster, na „oko“, do triumu, do magazynu, do pompy i oto z dwudziestu chłopa drugiej wachty, każdy ma jakąś pracę, mniej lub więcej przyjemną.
Na ster idzie dwóch — uczeń od patrzenia w kompas i kandydat od kręcenia kołem sterowem.
Na „oku“ też dwóch, kandydat od patrzenia na