Strona:Jerzy Szarecki - Na pokładzie Lwowa.djvu/163

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


i jasnym dla wszystkich dopiero wtedy, gdy ostatnia dnia tego szalupa, wróciwszy z lądu, nie przywiozła na pokład Noreckiego.
Norecki zwiał ze statku.
Mówiono później ironicznie, że dolmeny, które pojechał oglądać, tak pochłonęły jego uwagę, że zapomniał wrócić na „Lwów“.
Komendant był wściekły, gdyż dnia następnego mieliśmy już odpłynąć z Cherbourga, a ponieważ dla jednego dezertera nie można było przedłużać postoju, jasnem się wydawało, że plan ucieczki Noreckiego powiedzie się w całej rozciągłości.
Komendant zawiadomił o wypadku żandarmerję i z godziny na godzinę oczekiwał powrotu „owieczki“ pod strażą bagnetów żandarmów portowych.
Ale Norecki nie wracał i jego jakoś też nie mogli „wrócić“.
Plan swój, bestja, obmyślił dobrze i przeprowadził konsekwentnie.
Po otrzymaniu owych dziesięciu dolarów z domu, Norecki schował je głęboko do kieszeni i nie wychodził wcale na ląd, aby nie wydać z nich ani jednego centa.
Dopiero na dzień przedtem, gdy „Lwów“ miał odpłynąć z Cherbourga, pojechał do miasta oglądać rzekomo dolmeny, a w rzeczywistości, mając za-