Strona:Jerzy Szarecki - Czapka topielca.pdf/172

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


— Gadaj, kuchto! Widziałeś?!
— Nie widziałem, panie kapitanie — wyszeptał Banabak.
Rozległo się głuche uderzenie i ciało Banabaka zwalone pięścią kapitana runęło na pokład.
— Sam złodziej jesteś — wycedził Mamertyński przez zęby — sam złodziej jesteś skoro nikogo wskazać nie możesz. Sam żeś schował puszki z mięsem, żeby je później sprzedać w Cherbourgu. Parrrrszywiec!
Odwrócił się od leżącego w omdleniu Banabaka i odszedł za rufę.
Po wypadku tym katowania i znęcania się nad Banabakiem wzmogły się jeszcze bardziej. Pozbawiony potężnej opieki rozgniewanego kapitana, Banabak był zupełnie bezbronny wobec prześladowców. Syroj zaś i Safandopułło składając postępek Banabaka na karb jego tchórzostwa poczuli doń głęboką, szczerą pogardę i nienawiść.
Marynarze szanują tylko siłę i dzielność. Ideały łagodności, samozaparcia się i poświęcenia są dla nich obce i niezrozumiałe. To też nikt z załogi nie zrozumiał Banabaka. Każdy marynarz nie miał dlań innych uczuć oprócz uczucia pogardy dla tchórza. Syroj zaś i Safandopułło jak każdy prześladowca