Strona:Jerzy Szarecki - Czapka topielca.pdf/152

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Wybrańcem okazał się mechanik podoficer, łotr i szubrawiec z pod ciemnej gwiazdy.
Spojrzał bezczelnie w czerwoną twarz kapitana i nic nie odpowiedział. Sytuacja stała się naprężona. Wszystko zależało od przytomności umysłu i zimnej krwi kapitana. Jeden fałszywy krok mógł go przyprawić o zgubę.
— No ot, tak znaczy, chamskie „czuchno“ jesteś, a nie marynarz — wycedził Mamertyński przez zęby.
Jego wielka, włochata, twarda pięść na odlew trzasnęła buntownika w wyszczerzone w bezczelnym uśmiechu zęby. Jednocześnie w lewym ręku kapitana zalśniła lufa mausera. Cios był imponujący — mechanik gibnął się w tył i odbiwszy się piecami od drugiego szeregu runął ciężko na pokład wypluwając z ust krew i zęby. Kapitan Mamertyński z zimną krwią zwrócił się do następnego w szeregu:
— Dobranoc marynarzu!
Ten łypnął tylko okiem na tańczące przed jego nosem włosy kapitańskiej pięści, zerknął raz jeden na rewolwerową lufę i drżącym głosem odpowiedział:
— Dobranoc, panie komendancie!
Mamertyński odstąpił o krok w tył:
— Dobranoc, marynarze!