Strona:Jerzy Szarecki - Czapka topielca.pdf/151

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


„Tak znaczy ja już i tak w tym domu więcej bywać nie mogę, mać że waszą w lewo i wprawo, w tył i naprzód po stokroć i jeszcze pięć razy w kręgosłup i między zęby!...“
Dorzuciwszy do tej wiązanki jeszcze parę pięknych kwiatków z portowego bukietu, Mamertyński wyszedł i trzasnął drzwiami.
— To zły omen! — mruczał pod wąsem, idąc na pokład podwodnej łodzi.
I rzeczywiście w krótkim czasie Mamertyński został ukarany za swoje mimowolne grubijaństwo. Oto wieczorem w przeddzień ćwiczeń torpedowych, gdy kapitan Mamertyński po opuszczeniu bandery pożegnał załogę, jak zawsze, sakramentalnem „Dobranoc, marynarze!“ — zaległa martwa cisza. Marynarze łodzi podwodnej podjudzeni przez „sowiet matrosów“ nie odpowiedzieli zwykłem „Dobranoc, panie komendancie!“
Mamertyński poczerwieniał z oburzenia i powtórzył raz jeszcze: Dobranoc, marynarze! Cisza. Spuszczone w dół oczy załogi nie patrzyły w twarz swego komendanta. Wówczas kapitan podszedł do pierwszego w szeregu.
— Dobranoc, marynarzu! — zwrócił się tylko do niego.