Strona:Jerzy Szarecki - Czapka topielca.pdf/146

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


narskiej nie umiał — lin ani ożaglenia nie znał, nie odróżniał nawet grot żagla od kliwra, cóż mówić dopiero o orjentacji wśród lin, brasów, fałów, szkotów, gordingów i gejtaw. Szplajsować nie umiał, o sterowaniu i mowy nie było. Wykierowałby statek akurat w paszczę boga morskiego! Jedno co umiał i dobrze, to chodzić na reje. Gdzie się tak tego, ciągle stercząc w kambuzie, wyuczył nie wiedział nikt. Może dlatego dobrze tak skakał po wantach i pertach, że nie bał się śmierci. Pewność siebie dodawała zręczności. Ale na górę puszczali go rzadko — nie miał tam nic do roboty. Wszak tasza była dlań niemal tem samem co sejzing, a sejzing równał się jagsztagowi! Jednem słowem — baran wełnisty. Niektórzy utrzymywali, że jest niespełna rozumu. Wiele w twierdzeniu tem było racji chociaż z drugiej strony w sprawę wejrzawszy, dochodziło się do przekonania, że rozumu on miał więcej od niejednego przemądrzałego bosmana lub żaglomistrza. Wykształcony był Banabak. Nieświetne było to wykształcenie, zaledwie w parze iść mogące z głębią erudycji przeciętnego radjotelegrafisty na bylejakim dwukominowcu, ale jednak było. Banabak znał cośniecoś z matematyki t. j. z arytmetyki, ale i w algebrze nie był zupełnym głąbem. Znał potrosze literaturę, no i w czem mu już żaden radjo-