Strona:Jerzy Szarecki - Czapka topielca.pdf/126

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


— Na tych samych wodach... Akurat osiem lat temu... I w taką samą jasną, księżycową noc... — szepnął Orski.
— Tołba! — zawołał cichutko w kierunku szumiących fal.
Stał nieruchomo jakby oczekując odpowiedzi. Później ukrył twarz w dłoniach i pogrążył się w ciężką, posępną zadumę.
Wspomnienia...
Naleciały nań wichrem z nad tych wyzłoconych księżycem fal oceanu. Otoczyły tłumem postaci i korowodem zdarzeń z lat dawnych. Wytrąciły umysł z poczucia rzeczywistości i cofnęły jaźń o kilka lat wstecz.
Orski znów poczuł się uczniem szkoły morskiej. Ujrzał siebie w białej bluzie i granatowych „kloszach“ na nogach.
...Jasny, słoneczny dzień.
Na wielkiem, kamiennem molu tłoczą się grupki postaci w białych bluzach i granatowych kloszach — świeżo przyjęci do szkoły morskiej uczniowie. Zrzadka wśród tego tłumu mignie granatowy mundur ze złotem starszego ucznia. Zrzadka z ust tych przełożonych nad kolegami padnie rozkaz, drwina, obelga...
Nowowstępujący z ciekawością i trwogą patrzą