Strona:Jerzy Lord Byron - Poemata.djvu/514

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Nigdym tak żadnych nie uwielbiał fali,
Jak Dniepr uwielbię, gdy nas już ocali,
Dobra noc, bracia!“ — I wraz z słowy temi
Starzec, jak długi, kładzie się na ziemi,
Naprędce liściem zasłanéj dębowym,
Łożu dla niego ni twardém, ni nowém,
Na sen mu bowiem miły i swobodny
Każdy był zakąt, każdy czas dogodny.
Tak spał i teraz. — Król się nie odwrócił,
By mu choć jedno grzeczne słówko rzucił,
Lecz się nie dziwcie. — Z zbyt prostéj przyczyny
Karol tak milczał — zasnął od godziny.