Strona:Jerzy Lord Byron - Poemata.djvu/233

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


zdanie, że w początkach ubiegłego stulecia zakrzyczanoby każdego, ktoby śmiał powiedziéć, że Boccaccio nie był uczciwym człowiekiem, mogłoby być uważane za rozmyślne twierdzenie wroga, to do klątw złorzeczeń, rzucanych na ciało, duszę i pisma Boccaccia, dosadniejsze znaléźć można przeciwieństwo w kilku słowach jego osobliwego i patryotycznego ziomka, który jednę z powieści nieobyczajnego pisarza uważał za godną, aby ją swém piórem na język przełożył łaciński. „Zauważyłem“ — pisał Petrarka w liście do Boccaccia — „że niektóre psy zaczęły szarpać twą książkę; atoli odpędził je twój kij i głos twój. Nie dziwiło mnie to wcale, miałem już bowiem dowody, jak silną jest twoja dusza, i wiem, że znasz to nieokrzesane, nieudolne plemię śmiertelników, którzy wszystko, co im się nie podoba albo czego zanic nie mają lub wykonać nie umieją, ganią zawsze u innych, tylko przy takich sposobnościach pokazując swoję uczoność i wymowę, a zresztą zupełnemi będąc głupcami.[1]
Zadowolenia doznajemy widząc, że nie wszyscy księża podobni są do owego proboszcza z Certaldo i że człowiek, który nie posiadał popiołów Boccaccia, nie omieszkał skorzystać ze sposobności, aby pamięci jego wystawić pomnik.
Bevius, kanonik padewski, w początkach wieku szesnastego, umieścił w Arkwie, naprzeciwko grobowca laureata, tablicę pamiątkową, oddając na niéj Boccacciowi tę samę cześć, co Dantemu i Petrarce.

Nota XXII. Medyceusze.

Czém piramidy wszelkich kosztowności.

Stanca LX.

Uwielbienie nasze dla Medyceuszów rozpoczyna się od Kosma, a kończy się na jego wnuku; strumień ten czystym jest tylko u samego źródła; jedynie téż dla wspomnienia cnotliwych republikanów téj rodziny odwiedzamy kościół św. Wawrzyńca we Florencyi. Pstra, błyskotliwa, nieskończona kaplica w tym kościele, przeznaczona na mauzoleum książąt toskańskich, ozdobiona na okół koronami i trumnami, nie wzbudza innego uczucia, jak tylko pogardę dla téj rozrzutnéj próżności rodu despotów, gdy tymczasem płyta marmurowa, na któréj widnieje prosty napis: „Ojcu ojczyzny“, umie nas znowu pogodzić z nazwiskiem Medyceuszów.[2] Zupełnie naturalném było przypuszczenie Korynny,[3] że statua, wzniesiona w capella de’depositi księciu urbińskiemu, poświęconą była wielkiemu mężowi tego nazwiska; wspaniały Lorenzo natomiast spoczywa w trumnie do połowy ukryty w niszy zakrystyi. Upadek Toskany rozpoczyna się od panowania Medyceuszów. Płomienny a prawdziwy obraz téj ciszy grobowéj, jaka zapanowała we Włoszech od czasu ujęcia rządów przez możne rodziny tego kraju, nakreślił

  1. Op. tom. I. p. 540 odit. Basil. Animadverti alicubi librutu ipsum canum dentibus lacessitum, tuo tamen baculo egregie tuaque voce defensum. Noc miratus sum: nam et vires ingenituii novi, et scio quod expertus esses hominum genus insolons et ignavum, qui quiequid ipsi vel nolunt, vel nesciunt, vel non possunt, in aliis reprehendunt, ad hoc unum docti et arguti, sed elingues ad reliqua. Epist. Ioan. Boccatio.
  2. Cosmus Medici, Decreto Publico Pater Patriae.
  3. Corinne, liv. XVIII. chap. III. vol. III. pag. 248.