Strona:Jerzy Byron-powieści poetyckie.pdf/381

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Wolałbym milczeć, — bo gdy ich błagałem,
Zamiast litości śmiech tylko słyszałem,

165 
Zimno się śmieli — i trupa grzebali...

Gorzko jest, komu tak nędzną się zdarza
Widzieć mogiłę tych, cośmy kochali! —
I próżny łańcuch nad nią dłoń grabarza
Zwiesiła. — Właśnie to pomnik zbrodniarza![1]

VIII
170 
Lecz on, nadziei kwiat nad wszystkie kwiatki,

Pieszczota wszystkich, najmilszy, jedyny,
Wierny piękności obraz naszej matki,
Kochanek ojca i całej rodziny,
Cel mojej troski, nadziei ostatni!

175 
Całe me życie ja w siebie zebrałem,

Abym doczekał — ach nie doczekałem! —
Chwili, gdy wyjdzie z tej żelaznej matni.
On, co zachował do ostatniej chwili
Tę myśl wesołą, cośmy w nim lubili, —

180 
On też upadał ofiarą niewoli,

W oczach mych więdniał i gasnął powoli.
O Boże! straszny to widok sam w sobie,
Gdy z ciała dusza uchodzi człowieka,
W jakimbądź kształcie, w jakimbądź sposobie.

185 
Ja ją widziałem, gdy ze krwią ucieka,

Ja ją widziałem na przepaściach wody,
Walczącą z szałem morskiej niepogody, —
Aż ją w szaleństwie rozpaczy objęły[2]
Fale, i paszczą spienioną połknęły;

190 
Widziałem chore, trupie Grzechu łoże,

Gdy się pasował z widmami sumnienia, —

  1. w. 169. Właśnie to pomnik zbrodniarza — odpowiedni to pomnik dla zbrodniarza. Korsak nie zrozumiał oryg.: »to jest pomnik odpowiedni dla Zbrodni«, t. j. dla zbrodniarzy, którzy zamordowali brata Bonivarda.
  2. ww. 188—9 dodane przez tłumacza, niezupełnie stosownie.