Strona:Jerzy Bandrowski - Szkarłatna róża.djvu/19

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


niami gęstej roślinności tak, że słońce nigdy ich nie przenikało i panował w nich wieczny zmrok. Niezliczone są niebezpieczeństwa i choroby, na jakie człowiek w tych lasach jest narażony. Dodajmy do tego brak chleba i soli, której Indianie nie używają, nieodpowiednie i niewłaściwe pożywienie, składające się ze źle przyrządzonych niewielu jarzyn, owoców i orzechów leśnych, mięsa małp lub papug, a wreszcie zupełne osamotnienie wśród dzikich ludzi, wędzących głowy zdobyte na nieprzyjaciołach, i oddalenie od wszelkiej cywilizacji, a będziemy mieli niedokładny tylko obraz warunków, w jakich pracowali i wciąż jeszcze pracują misjonarze jezuiccy w Ameryce Południowej.
Usługi ich, jakie oddają cywilizacji, szerząc równocześnie wiarę chrześcijańską, są tak olbrzymie i niespożyte, że nawet najzaciętsi ich wrogowie, wolnomularze, oddają im sprawiedliwość i o działalności ich wyrażają się z najwyższym uznaniem.Albowiem misjonarze jezuiccy, o czym dziś mało kto wie, zwalczali w Ameryce niewolnictwo, organizowali Indian, pobudowali dużo pięknych miast i wszelkimi siłami starali się wprząc plemiona indiańskie we wspólną pracę cywilizacyjną. Nie udało im się to, ponieważ koloniści europejscy, zwolennicy niewolnictwa, które dostarczało im rąk roboczych, wypędzili ich z ich terytoriów, skutkiem czego prowincje, jak Paragwaj i Urugwaj, upadły, a India-