Strona:Jerzy Bandrowski - Sosenka z wydm.djvu/371

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


łańcuch pożerania się jest doskonały, i tylko człowiek pokrzywdzony zapomina czasem, iż istnieje Ktoś, Kto wprawdzie nie wypłaca w sobotę, ale wypłaca zawsze z sowitym procentem.
Tej nocy zelinty użyły nadzwyczajnie, tak że z połowy łososi złożonych na wędki, zostały tylko głowy.
Potem morze poniosło głaz w inne strony. Wędrował znowu, to zwiedzając zatopione statki, smętne, milczące ruiny morza, to znów hasając po jego zielonych błoniach, lub nawiązując przyjazne stosunki z różnemi ludami morskiemi.
Nikomu nigdy krzywdy zrobić nie zamierzał, nie jadał ryb żywcem, wogóle był nadzwyczaj wstrzemięźliwy, a przecie zdarzyło mu się, że stał się przyczyną nieszczęścia.

Była „briża“[1]), i morza wskutek tego było dość dużo. Szły fale małe, krótkie, ale mocne i porywcze, tak że Kamień Podróżnik płynął tuż tuż pod niemi. Mimo że wiatru było dużo, na morzu kręciły się łodzie rybackie. Jedna z nich, nie podejrzewając nic złego, szła wprost na głaz, który ustąpić jej nie mógł z drogi, bo niósł go silny sztrom. Chcąc się cofnąć, rozchybotał się jeszcze bardziej, a skacząc wtył czul, że z każdym skokiem coraz bardziej

  1. Z niem. Brise - silny powiew.