Strona:Jerzy Bandrowski - Sosenka z wydm.djvu/176

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


ścieżce. Zamyślony, z początku nie zwrócił na to baczniejszej uwagi, dopiero po chwili uderzyło go, że ten ktoś wygląda niezwykle.
Było to przecudne zjawisko — dzieweczka w długiej sukni z białego łabędziego puchu, u dołu obramowanej jakby pasem utkanym z ciemnozielonych igieł sosnowych, a wyszytej w złote liście brzozowe. Oczy miała fiołkowe, a na złotych, lśniących włosach srebrną koronę z sopli lodowych i szronu, z wielką szafirową gwiazdą nad czołem. Złoty pas, zamykany na dużą szafirową klamrę, uwydatniał jej zgrabną panieńską kibić. W małej rączce trzymała różdżkę złotą.
Widząc, że zdumiony poczta stoi jak wryty, zaczęła iść ku niemu, okolona falowaniem białej sukni. Poczcie zdawało się, że to biały, migotliwy obłok płynie ku niemu.
Gdy była już niedaleko niego, zatrzymała się i zaczęła mówić:

— Nosisz biednym ludziom wieści ze świata, nieraz pieniądze, które są im pomocą, a dziś przyniosłeś im słowa miłości od ich najdroższych i podarunki. W wielu domach zapłoną wieczorem świeczki na bomach[1]), obwieszonych cukierkami i rumianemi jabłuszkami. Niemało będzie takich, którzy radość tę zawdzięczają tobie i twej wiernej służbie.

  1. Bom — z niem. Baum — drzewko, choinka.