Strona:Jerzy Bandrowski - Bajki ucieszne.djvu/24

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

W dumę wzbity tem wrażeniem,
Zadarł ogon, zniżył rogi
I nie wybierając drogi
Poprzez klomby i trawniki
Popędził buhaj jak dziki.
Rozgdakały się przerażone kury,
Kaczki powłaziły w dziury
Gęsi, jak gęgający obłok podwórzem
Przeleciały w przerażeniu dużem,
Źrebięta grudy sypiąc z pod kopyt w tabunie
Pomknęły, tętent czyniąc, jako kiedy runie
Wielkie drzewo na ziemię. Jednem słowem hałas
Stał się taki, że wreszcie kot spłoszony, Białas,
Jednym susem się znalazł na słomianej strzesze
I stamtąd ku swej wielkiej uciesze.
Siedząc sobie spokojnie na stodole
Przyglądał się tej byczej brewerji na dole.
Zaś nasz buhaj ogromnie szczęśliwy,
Że takie sprawił dziwy,
Okropny spuścił ryk:
— Ja jestem buhaj, byyyk!
Tuż pod domem charcica pokojowa spała;
Jakoś się byka nie bała,
Lecz patrząc nań spokojnie, nawet ironicznie.
Tak rzecze: Byczku! To ślicznie!
Ale poco taki krzyk?

22