Strona:Jerome K. Jerome - Dziennik wycieczki do Oberammergau.djvu/36

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

jąc, że dłuższe udawanie na nic się nie zda, dodałem:
— Czy wiesz, ja nic nie wiem, gdzie my jesteśmy.
— Wiedziałem o tem — odparł — doprawdy mógłbyś się trochę zbudzić.
Blizko godzinę całą czekaliśmy w Ostendzie, zanim nasz pociąg przygotowano do drogi. Wprost do Kolonii szedł tylko jeden wagon, a o czterech podróżnych było więcej, niż miejsc w tym wagonie.
Nie wiedząc o tem, nie śpieszyliśmy się zająć miejsca i gdy spokojnie wypiliśmy kawę, przekonaliśmy się, że wszystkie już zajęte. Tu leżał worek, tam kołdra na nogi, tam znów — parasol i tak dalej. Nie było nikogo, ale i wolnych miejsc nie było!
Takie już jest wszechświatowe prawo, obowiązujące wszystkich podróżnych, że przedmiot jakiś, położony w danem miejscu, zabezpiecza je właścicielowi przedmiotu. To jest dobre, słuszne prawo i w normalnym stanie sambym za niem gardłował.
Ale o godzinie 3-ej zrana odczucia człowieka nie mogą być w należytym rozwoju. Sumienie przeciętnego człowieka zaczyna przemawiać dopiero około 8-ej, 9-ej i to koniecznie po śniadaniu. O 3-ej zrana człowiek gotów zrobić taką rzecz, że o 3-ej po południu wzdrygnie się na samą myśl o tem.
W zwykłych okolicznościach, odepchnąłbym samą myśl usunięcia czyjegoś worka i zajęcia cudzego miejsca, na podobieństwo Żyda, usuwającego