Strona:Janusz Korczak - Sam na sam z Bogiem.djvu/53

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

Czego chcesz, powiedz Boże, za Swe hojne dary? Za śniegu kryształy i bańki mydlane, za toń wieczności i nieba?
Tak, taki — serce bije, a w niegruntowanej przez myśl ducha głębinie, raz wraz, raz wraz, nowe się rodzi uczucie.
Radością jest mi i poczęcie i śmierć.
Szczebel po szczeblu wspinam się ku Tobie w ochoczym wysiłku, cicha snu siostro, biała śmierci, dziewico — królewno.
— W ręce Twoje.
Rój kolibrów, kwiatów i motyli opadł mnie. Strącam je w swawolnej uciesze, w dłonie klaszczę, by spłoszyć, chwytam i ciskam w powietrze, nie urażam skrzydeł, nie gnę piórek, nie mnę płatków, nie strzepuję barwnego pyłu. Dzwonki i kielichy fruwają, padają, wnet zrastają się z ziemią, nowym lotu płomieniem wokół oddychają
W górę ramiona, usta uchylone w uśmiechu.
— Czego chcesz od nas Panie, za Twe hojne dary?