Strona:Janusz Korczak - Bezwstydnie krótkie.djvu/34

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Wyspiański? Owszem. Ale słuchaj: Margrabina. Niewidoma córka. — I on się poświęcił. Potem ona go z takiego niebezpieczeństwa. A żebrak był spadkobiercą tego, co na galerach. — Spotkali się, i dopiero zaczął ją całować. Takie piękne. — Płakałam. Śnił mi się. Jaki szlachetny! Bo gdyby nie (zapomniałam — jakieś takie włoskie imię) gdyby nie ten łotr, mogli się jeszcze w pierwszym tomie pobrać. Tyle cierpieć: dwa tomy. — Ale i Wyspiański niczego