Strona:Janusz Korczak - Bankructwo małego Dżeka.djvu/164

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Co prawda, już zawiele się kręcili. Ale Dżek nie był winien. Łyżwy i futball kupuje kooperatywa, więc każdy ma prawo zobaczyć, żeby kupić dobrze i tanio. I Dżek nie był winien, że nie wszyscy zachowywali się, jak należy. Naprzykład Ward obrażony umyślnie zostawił drzwi otwarte, jak wyszedł, a jeszcze wrzucił kulę śniegową. Właściciel sklepu powiedział, że przyjdzie do kierownika szkoły na skargę i że go pozna.
Dżek nie był winien, ale jemu się dlatego właśnie dostało. Bo kiedy nazajutrz przyszedł z zamiarem zawarcia ostatecznej umowy co do wysokości rabatu, ten odrazu na Dżeka.
— Czy wy się odczepicie nareszcie, czy mam postawić przed sklepem stróża z kijem.
— Wybaczy pan, — zaczął Dżek.
— Nic nie wybaczę. Ruszaj mi w tej chwili. Drzwi zostawiają otwarte, nóg nie wycierają.
— Wytarłem drzwi i nogi zamknąłem, — mówi Dżek przez omyłkę, bo jest rozgniewany.
— No to twoi koledzy, łobuzy — z kooperatywy. Kooperatywy się zachciało tym...
I tu kupiec tak nieprzyzwoicie przezwał członków kooperatywy, że wyrazu tego w drukowanej książce wcale powtórzyć nie można.
Akurat tego dnia było bardzo pochmurno, więc Dżek pomyślał, że temu panu pewnie reumatyzm bardzo chodzi po kościach. Więc nawet się nie rozgniewał. I naprawdę chciał już łyżwy kupić, bo będzie odwilż i wtedy wszystko na nic.
— Tak i tak, — powiada Dżek, — mam pie-