Strona:Janusz Korczak - Bankructwo małego Dżeka.djvu/159

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Nasza kooperatywa śpi, — powiedział jeden na posiedzeniu siódmego oddziału.
Wspomnienie o siódmym oddziele jeszcze bardziej uspokoiło wszystkich. Fil krzyknął:
— Niech żyje trzeci oddział!
Ale to nie przeszkodziło. Przeciwnie.
Zaczęli radzić, czy kooperatywa ma dawać bez pieniędzy, czy nie.
— A co robić, jak kto akurat nie ma?
— A w sklepie musi mieć.
Więc kooperatywa będzie wydawała, ale trzeba na drugi dzień przynieść. A kto się spóźni, albo nie odda, ten już nic nigdy na kredyt nie dostanie.
No, dobrze. A teraz, co kupić?
Pani prosiła, żeby nie kupować bez jej wiedzy. Na podarunki gwiazdkowe pani się zgodziła, bo już było zapóźno, kiedy Dżek kupił; ale w kooperatywie szkolnej powinno być tylko, co potrzebne do szkoły.
— Co pani szkodzi? — odzywa się Harry.
— A jak my chcemy? To przecie nasze pieniądze.
— A jak pani nie pozwoli w szafie trzymać, co wtedy zrobimy? — pyta się Dżek.
Dżek sam nie jest zadowolony, że nie wolno, ale nic nie mówi. Niech wszyscy poproszą, to pani zobaczy, że wszyscy.
— Bo jabym kupił futball.
— A ja łyżwy.
— Wszystko chcą tylko dla siebie, — powiedziała jedna z dziewczynek.