Strona:Jan Sygański - Historya Nowego Sącza.djvu/556

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


stwa. Stosunkowi temu, i ile dotyczył się spraw politycznych i społecznych, poświęciłem rozdział osobny. Inne rozdziały podały nam aż nadto sposobności poznać znowu stosunek ze strony prywatnej i towarzyskiej. I widzieliśmy wielekrotnie, że szlachta okoliczna bynajmniej nie usuwała się od mieszczaństwa Nowego Sącza, lecz owszem utrzymywała z niem stosunki towarzyskie, nawet niekiedy przyjazne. Stąd to przyjmowali mieszczan w gościnę i nawzajem bywali u nich na weselach i chrzcinach, pożyczali im pieniędzy, a nawet wchodzili z nimi w spółki handlowe, i naodwrót brali od nich towary na kredyt lub zastaw — wogóle stosunki te były wcale poufałe i nieraz serdeczne. Mimo to szlachta nigdy nie zapomniała swego wyłącznego i uprzywilejowanego stanowiska! Przy różnych okolicznościach, zwłaszcza w rozdrażnieniu lub uniesieniu, dawała mieszczanom uczuć swą wyższość społeczną — okazywała im lekceważenie i wzgardę — poniewierała ich prawami i samorządem — wywoływała burdy i wszczynała bójki lub dopuszczała się wprost gwałtów, które stawały się powodem namiętnych skarg po sądach i coraz większej obopólnej goryczy i niechęci. Kilka poniżej podanych takich charakterystycznych wypadków maluje jaskrawo te stosunki.
12) Matyasz Wlazło, miecznik i mieszczanin kaliski, obraziwszy urodzonego Jana Sławińskiego i Hieronima Żakowskiego, ściągnął na siebie wyrok karny, przed którym zbiegł do Nowego Sącza. Bracia kowale, miecznicy i złotnicy przyjęli go do swego wspólnego cechu, pomimo niechęci Pawła Użewskiego, złotnika. Kaliszanie nie mogli go zrazu odszukać, więc sobie spokojnie siedział w Sączu, zarabiając na życie i miłość ludzką aż do roku 1631. Wkońcu jednak wyśledzono tam jego pobyt, a Ichmość panowie: Sławiński i Żakowski, otrzymali polecenie od urzędu miejskiego kaliskiego, aby wydali zbiega, ich sądowi podległego. Poprosili też wielmożnego Stanisława Doruchowskiego Wierzbiętę, podwojewodzego kaliskiego, o piśmienne przyczynienie się do rajców sandeckich. Zjechawszy zatem znienacka do Nowego Sącza, pochwycili Wlazłę, i okazując pismo rady miejskiej kaliskiej, żądali wydania go sobie w celu odstawienia pod sąd wójtowski w Kaliszu.
Właśnie burmistrzował Paweł Użewski. Przeczytawszy pismo podwojewodzego kaliskiego, nie namyślał się długo i posłał pod Wlazłę, który robił za czeladnika u Grygla Zaręby, miecznika. Nieborak Wlazło wiedział, co go czeka. Smutno więc żegnając Zarębów, pobudził ich do gorzkiego żalu i płaczu, że z ich domu idzie prawdopodobnie w ręce kata.