Strona:Jan Sygański - Historya Nowego Sącza.djvu/555

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— „Bodaj cię zabito! ty taki a taki!... Ja się kaptura nie boję! Ludwik Sławiński, obrażony od kata, zabił go kilofem (1644 r.), a nic mu nie robią[1]; ja was porąbię, pójdę do wojska i nic mi nie będzie!“, rzekł Miłkowski i natarł na kramarzy[2]. A działo się to na podcieniu przed domem burmistrza, Floryana Benedyktowicza. Tarnowianin, kryjąc się za stragan, rzekł: „Co Waszmość robisz? wszak tu pan burmistrz mieszka!“
— „Błazeństwo to u mnie!“
Skoczyli ludzie między niego i kramarzy i rozejmowali ich. Wyszła i pani burmistrzowa i mówi do Skowronkowej: „Żal się Boże na Waćpani! żeby zaś kogo na ludzi cudzoziemskich naprowadzać!“
— „Siedź sobie cicho ty marnio!“, usłyszała w odpowiedzi i cofnęła się do sieni.
Miłkowski zaś rwał się do kramarzy, którzy go łagodzili, że jeżeli mu Walson co winien, to gotowi dać zastaw za niego. „Jak ja go zastawię, to wam go sto tysięcy nie wykupią!“, zawołał Miłkowski, wyrwał się i z dobytą szablą pobiegł do sieni burmistrza za Walsonem i Żołądkowiczem. Ale ci już byli bezpieczni w izbie zamkniętej.
Kiedy się uspokoiło, instygator królewski zaskarżył Wojciecha Skowrona i żonę jego Elżbietę, iż się poważyli zakłócić pokój kapturowy, mianowicie ta ostatnia, naprowadzając szlachtę na cudzoziemskich kupców, także o zniewagę burmistrza i żony jego. Kupiec Walson z swej strony zaskarżył ich o gwałt i niepokojenie na jarmarku. Rada więc zasiadłszy, zawyrokowała na panią Elżbietę Skowronkową:
Ponieważ często w mieście i gdziebądź poswarki i kłótnie wszczyna, obecnie zaś spokój zakłóciła i burmistrza obraziła, aby zato odsiedziała miesiąc wieży; wychodząc aby złożyła winy 20 grzywien, i uczciwie przeprosiła sławetnego pana burmistrza i małżonkę jego przez ludzi godnych. Tak samo Walsona, za którego miała 3 dni za kratą odsiedzieć[3]. Najwinniejszemu zaś, panu Miłkowskiemu, jako szlachcicowi, nic się nie stało.

To stanowisko mieszczan wobec szlachty, to ich wzajemne między sobą pożycie, to ostatni rys obyczajowy naszego mieszczań-

  1. Act. Scabin. T. 57. p. 318—320, 327—330.
  2. Act. Castr. Rel. T. 124. p. 1241.
  3. Act. Consul. T. 58. b. p. 172—173.