Strona:Jan Sygański - Historya Nowego Sącza.djvu/382

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
—   129   —

Proces z panem podwojewodzym wymagał znacznych nakładów. To, co uchwalono, nie wystarczało. Dlatego 10. lipca 1631 r. na ogólnem zgromadzeniu pospólstwa nie zapomniano o panu podwojewodzym, mieniąc go drugim po wrogu. Na dalsze przeciwko niemu występowanie prawne uchwalono składkę po 6 gr. od każdego mieszczanina i komornika.
Pan Wielogłowski zaś tem surowiej przestrzegał ustawy swojej. Podczas jarmarku podpoborca jego chodził i pilnował miar i jakości napojów. Miód sławetnych Strączków, małżonków, zdał mu się być odmiennym od tego, który przed jarmarkiem okazali i na który naznaczono cenę 12 gr. za garniec. Kazał ich zato bez korowodów uwięzić, a uwolnił dopiero za złożeniem przysięgi, że nie inny miód szynkują, jeno ten, który podpoborca Imci pana podwojewodzego przed jarmarkiem ustawił.
Szynkarze, jak mogli, przemycali napoje, podwojewodzy zaś przez swych dozorców pilnował i chwytał.
Podczas zjazdu wojewody ruskiego, Stanisława Lubomirskiego, na wizyę (oględziny) granic paszyńskich[1], zjechało się wielu z pomiędzy szlachty, a między nimi pan Stan. Dembiński z Łososiny, który potrzebował nie mało wina. Jak zwykle, posyłał do Stanisława Rogalskiego sługi swoje: Palechowskiego i Zagórskiego. Potrosze, potrosze przynieśli oni 30 garncy wina po 15 gr. kwarta, które Rogalski sprzedawał ukradkiem, nie opłaciwszy cła. Wielogłowski dowiedział się o tem i na mocy urzędu swego podwojewodzińskiego zaprotestował wobec rady i zaskarżył w grodzie. Pospólstwo zaś zgromadzone, popierając sprawę, posłał do Jana Tęczyńskiego, wojewody krakowskiego, żaląc się na pana podwojewodzego[2].

Po długich zwłokach zapadł wyrok na Rogalskiego, skazujący go na kary za przemytnictwo, a podwojewodzy zażądał wykonania, przedkładając wyrok wójtowi i ławnikom. Ławica odrzuciła go jako

  1. Wielmożny Piotr Rożen, dziedzic Mogilna, wyrębywał ciągle miejski las w Paszynie i ciągle miedze swoje rozszerzał. Miasto zaprotestowało uroczyście przeciwko temu najazdowi i wytoczyło proces najprzód w sądzie ziemskim w Czchowie a następnie w trybunale lubelskim. Na oględziny granic paszyńskich zjechał z prawnikami Stanisław Lubomirski (1631 r.) Przy komisyi odwoływało się miasto na przywilej księżny Gryfiny (wdowy po Leszku Czarnym, pani sandeckiej ziemi) z r. 1299. A iż był pisany trudną staroświecką łaciną, dano Maciejowi Tessarowiczowi od przepisania tegoż przywileju 1 złp. Długi en proces kosztował miasto przeszło 200 złp.; sam Andrzej Jordan, komornik graniczny, wziął za swój trud 100 złp.
  2. Act. Consul. T. 53. p. 141.