Strona:Jan Sygański - Historya Nowego Sącza.djvu/383

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
—   130   —

nieuzasadniony na dowodach, tylko na prostem obwinieniu oparty, i założyła rekurs do pana starosty. Ubodło to niezmiernie Wielogłowskiego, iż wójt nie przyjmuje wyroku grodzkiego, i przyszło do cierpkich przymówek. Ponieważ zaś Rogalski zupełnie zaprzeczał oskarżeniu, odwołując się na wolność jarmarczną stosownie do prawa, wójt nakazał przysięgę. I przysiągł Rogalski: Że nie szynkował okrom jarmarku[1].
Wielmożny Marcin Wielogłowski, rozgniewany do żywego, począł wygadywać na miasto i mieszczan. Przywykli mieszczanie do podobnych wybuchów wielmożnego gniewu, słuchali cierpliwie, nie ośmielając się odciąć, ażeby z tego później nie urosła sprawa z całą szlachtą. Nie zniósł tego jednak jeden z młodszych mieszczan, Wojciech Bogdałowicz[2], bo płynęła w nim krew szlachecka. Ojciec jego Stanisław, szlachcic podupadły, przyjął był prawo miejskie i bywał poważanym ławnikiem, nobilis civis et scabinus sandecensis, synowie zaś, dobrze się prowadząc, nie trudnili się rzemiosłem, i nie straciwszy szlachtctwa łokciem i wagą[3], zawsze się do szlachty liczyli, jak wszyscy patrycyusze, ród z szlachty wiodący. Do tego Wojciech Bogdałowicz poczuwał się na kieszeni, co mu także dodawało odwagi. Niedawno bowiem ożenił się był z bardzo poważaną i bogatą mieszczką Felicyą, wdową po Sebastyanie Piotrkowiczu, kupcu († 1631), która, odwdzięczając mu się w miłości, zapisała mu połowę całego majątku swego, jako młodzianowi szlachetnemu. Mógł się tedy tem śmielej ująć za swem miastem.
Pan podwojewodzy zmierzył okiem młodego zuchwalca, który mu śmiał czoło stawić, lecz czując słuszność zarzutów, nie mógł ich odeprzeć, więc dał mu tylko uczuć swą pychę.

Przeciwko zbytkowi, mianowicie w ubiorach, zazdrosna szlachta często uchwalała prawa, których sama nigdy nie zachowywała, mieszczan jednak z powodu tego często nabawiała przykrości. Między innymi istniał zakaz, aby mieszczanie nie chodzili w safiano-

  1. Act. Consul. T. 53. p. 143.
  2. W r. 1631 figuruje w aktach: Albertus Bogdałowicz, patricius oppidi czchovensis, pro tune vicenotarius castri sandecensis.
  3. Konstytucye sejmowe z r. 1505 i 1633 uchwaliły, że szlachectwo swe traci, kto się trudni rzemiosłem lub handlem. (Vol. Leg. I. 138, III. 382). Tych jednak uchwał, jak wiele innych, niebardzo przestrzegano. Tak n. p. w pierwszej połowie XVII. w. niektórzy panowie szlachta (jak Jordanowie, Stradomscy, Gładyszowie), wchodzili z kupcem Jerzym Tymowskim w spółki handlowe wina i sukna, a przecież szlachectwa przez to nie tracili i nadal piastowali urzędy grodzkie. Zob. rozdz. VIII. poniżej.