Strona:Jan Sygański - Historya Nowego Sącza.djvu/381

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
—   128   —

Sącz nie miało obejść bez tego, zwłaszcza kiedy ma ku temu ochotę? Zresztą wolna i otwarta droga prawa!“
Mieszczanie nie wiedzieli co odpowiedzieć na to, a podwojewodzy uparł się na swojem i surowo ustawy przestrzegał. Więc skoro jeden i drugi grzywny zapłacił, musieli prawie całkiem ustać w gorzelnictwie i piwowarstwie. Rurmuz na tem najgorzej wychodził, a na początku roku 1631 kupiono tylko jeden znaczek wodny[1], bo tylko jedna gorzelnia robiła[2].
Sprzykrzyło się to jednak miastu i zaraz po Wielkiejnocy zgromadziło się całe pospólstwo i jednogłośnie uchwaliło pobierać: od waru piwa 1 złp., od półwarka 15 gr., a od gorzałki 12 gr., na wydatek prawny z wielmożnym podwojewodzym w trybunale, a choćby i u dworu Jego Królewskiej Mości. Więc jaki taki jął się znowu browaru i gorzelni.

Przeciwko panu podwojewodzemu przygotowano się stanąć zaraz na pierwsze kwerele[3] w grodzie, skoro starosta grodowy do sądu starościńskiego zasiądzie. Nadszedł wreszcie czas. Tomasz Pytlikowicz, wójt, zebrał prawa i dowody i udał się do kancelaryi grodzkiej, gdzie zastał podpiska grodzkiego, Mikołaja Chronowskiego. Nie zapomniał też potężnego łososia dla pana starosty, w celu pozyskania względów i łaski jego dla miasta. Pisma i łososia położył na stole, czekając przybycia starosty. Nadszedł ten i ów, zawiązała się żywa pogadanka, podczas której pan Chronowski kręcił się po izbie. Nadchodzi też i wielmożny pan starosta. Pytlikowicz zbliża się do stolika, a tam ani papierów ani łososia. Pyta pana podpiska, gdzie się to podziało? A ten zamiast odpowiedzi ofuknął go![4] Pytlikowicz zaś bez korowodów wymawia mu w żywe oczy, iż porwał pisma miejskie i łososia. Wytoczyła się sprawa o obrazę honoru przed panem starostą. Pytlikowicz zawezwał świadków i udowodnił, iż mu w izbie sądowej grodzkiej, skąd tylko pan Chronowski wychodził, zginęły akta i ryba. Skończyło się na tem, iż pan Chronowski, jak niepyszny, musiał odstąpić dalszej zaczepki i wpisać to własnoręcznie w akta radzieckie[5]. Gniew tylko pozostał mu w sercu.

  1. Bliższe wyjaśnienie tego wyrazu podałem na str. 70.
  2. Acta Consul. T. 52. p. 190.
  3. Kwerele — zażalenie, żałoba, roki skargowe, terminy sądu grodzkiego, na których zasiadał i sądził starosta grodowy, lub w jego zastępstwie podstarości i pisarz grodzki.
  4. Acta Scabin. T. 51. p. 68. — Act. Consul. T. 53. p. 46.
  5. Act. Consul. T. 52. p. 86.