Strona:Jan Styka.djvu/43

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


je już chory w Rzymie dosłownie w wigilję śmierci. Ostatnimi dwoma obrazami, nad których wykończeniem niemal do ostatnich chwil życia Styka pracował, był obraz „Quo vadis Domine?“ przeznaczony do kaplicy na via Apia i „Chrystus z cierniową koroną w ręku“ przeznaczony jako dar dla Watykanu.
Niestety nieubłagana śmierć przecięła nić pracowitego żywota.
Przeziębiwszy się w Capri przed Wielkanocą, podążył mimo niemocy 8 kwietnia 1925 do Rzymu, ażeby w „anno santo“ odwieźć obrazy ofiarowane do Rzymu.
Nie dał sobie wytłumaczyć, że chory nie może narażać się na wzruszenia i wysiłki.
Razem z pielgrzymką polską był 11 kwietnia w wielką sobotę na audjencji u Papieża i cieszył się jak dziecko, że Go widział i z rąk Jego otrzymał medaljonik.
Zdrowie jednak mimo troskliwej opieki lekarskiej i otoczenia, ciągle pozostawiało wiele do życzenia. Mimoto jeszcze 26 kwietnia wybierał się do kościoła i ledwo dał się w domu zatrzymać. Na drugi dzień pracował jeszcze około portretów Papieża i Mussoliniego — a już 28 kwietnia 1925 rano zastano go w łóżku martwego!
Usnął cicho — osierocając ukochaną żonę, siostrę Aloizę, dwóch synów malarzy Tadeusza i Adama — oraz trzy córki Marję zam. Nieciową, Zofję i Janinę zam. mgr. Paulucci-Mancinelli.
Spoczął w Rzymie — jak o tem marzył. — W obecności dygnitarzy rządu włoskiego i Akademji, licznych reprezentantów Polonji i dygnitarzy kościelnych a po modłach ks. biskupa Cieplaka pożegnał zmarłego ks. dr. Alfred Wróblewski. Oto kilka ustępów żałobnej mowy:
„...Od tej trumny myśl się odrywa, ażeby ulecieć do stóp grobu Świętego Rybaka.
W jego wiecznym grodzie — na jego skale — niemal u progu jego grobowca złożył się do snu wiecznego ten, którego księga malarstwa słusznie ozdobić winna mianem malarza Piotrowego. Bo nikt tak święcie, tak potężnie — zda się jakby nie wątłą i miękką farbą — ale stalowem dłutem Michała Anioła nie rył na płótnie rysów tej niebosiężnej twarzy Tego, któremu Chrystus rzekł: „Tu es Petrus — Ty jesteś opoka!“
...Każde dzieło zmarłego okrywało nas chwałą i zdało się nam, że jego praca i zasługa, były pracą i zasługą naszą.