Strona:Jak wesolo spedzic czas.djvu/59

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


— Naturalnie! — odpowiada z całem przekonaniem magnetyzer — przecież zaledwie ją zbudziłem z uśpienia, zaledwie otworzyła oczy, zapytała:
— Mój panie! powiedz pan, czy mi do twarzy jest w żałobie?


14. Dobra kara.

Pani Stefanja przyjęła bardzo ładną kuchareczkę, co zdzwiwiło ogromnie jej serdeczną przyjaciółkę panią Julię, która doskonale wiedziała, że mąż pani Stefanji nie należy bynajmniej do świętych i zawsze ma apetyt na taki zakazany owoc, jakim jest ładna kuchareczka.
Naturalnie pani Julja ciekawa, jak pani Stefanja może sama narażać małżonka na pokusy, zapytuje dyskretnie przyjaciółka.
— Ach! Stefka! czy ty się nie boisz trzymać taką, ładną kucharkę? przecież twój mąż....
— O! — przerywa jej szybko pani Stefcia — mój mąż stroni od niej jak od ognia, bo wie, że gdybym ją oddaliła, musiałby jeść to, co ja sama ugotuję....


15. Kiedy kłamać — to już dobrze!

Pan L, który po kilkuletniej nieobecności powrócił do Warszawy i udaje, że zwiedził różne egzotyczne kraje, a nawet był w Polinezyi, opowiada raz w pewnem towarzystwie swoje przygody i między innemi wspomina, że raz wpadł był w ręce ludożerców.
— Ach! — woła z przerażeniem jedna z obecnych pań — naprawdę? Pan wpadłeś w ręce ludożerców?
— Tak pani! — śmiało potwierdza pan L. — a co więcej miałem być zabity i pożarty podczas uczty weselnej kazyka tego plemienia!...
— No i jakże zdołałeś się pan wyrwać z rąk swoich prześladowców?
— O! — odpowiada z powagą pan L. — miałem szalone szczęście! Przed samym ślubem narzeczona zerwała z kazykiem!...