Strona:Jak wesolo spedzic czas.djvu/55

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


4. Po pijanemu.

W pewnej kawiarni w Warszawie siedzi w kącie łysawy jegomość i czyta z nabożeństwem „Kurjera”. Wtem siada przy tym samym stole dobrze już podcięty facet i poczyna się w niego uporczywie wpatrywać a potem pyta:
— Jak panu na imię?
Paweł odpowiada smętnie zapytany:
— Aha! — woła zalany interlokator, popuszczając ślinę z gęby — to pan jesteś tym Pawłem co pisał list do Koryntyan! Odpisali panu już? co? —


5. Różnie bywa.

Pewien pastor jechał parowcem do Ameryki. Wtem na morzu zerwała się gwałtowna burza.
— Kapitanie — pyta pastor drżącym głosem — czy bardzo źle z nami?
— Bynajmniej — odpowiada kapitan — gdyby było źle, toby się majtkowie modlili, a oni klną przecież.
Pastor musiał wreszcie schronić się do kajuty. Tam dręczy go strach, a widząc przebiegającego korytarzem oficera, pyta go:
— Panie poruczniku — co robią majtkowie: modlą, się czy klną?
— Klną! — brzmiała odpowiedź.
— Bogu dzięki! — woła na to ucieszony pastor.


6. Dobry sobie.

Pan X stary kawaler, który zawsze na śniadanie jada 2 pary kiełbasek z chrzanem, przyjął służącego czternastoletniego Maciusza ze wsi o tyle głupiego, o ile uczciwego. Zaraz pierwszego dnia pan X. posłał Maciusza po owe sakramentalne 2 pary kiełbasek, ale nie mało miał kłopotu zanim mu wytłomaczył, co właściwie ma mu przynieść.