Strona:J. I. Kraszewski - Nowe studja literackie T.II.djvu/74

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
70

Gardło pasie: tym czasem matka szczebioce
Uboga, a na zbójcę coraz się miece.

A nieco niżéj, jak pełen boleści nieudanéj więc prostéj, ten wykrzyk z duszy:

Próżno płakać podobno drudzy rzeczecie!
Cóż prze Bóg żywy, nie jest próżno na świecie,
Wszystko próżno!!....

Poczęcie trenu drugiego, jak i wszystkie one, nadto są znajome, abyśmy je wypisywać tu mieli. Ze wszystkich poezij Jana, podobno treny, największą sprawiedliwość u ludzi znalazły i najłacniéj do serc trafiły. W trenie trzecim, jaki smutek rozlany, jak śliczne zakończenie, wzywające dzieciny, aby mu się przybywającemu na świat lepszy z rączkami na szyję rzuciła. We wszystkich dalszych trenach ten sam żal się rozléwa rozmaicie obrazowany, w piątym ta podcięta oliwka, co powoli więdnieje i usycha, w szóstym widziémy nieporównane dziécię, żegnające matkę i ojca przed śmiercią i szczebiocące jeszcze usteczkami co się za chwilę zamknąć mają. Daléj z jakimże smutkiem pogląda na pozostałe ubiory i sprzęty, co Urszulę przeżyły; a ona wzięła tylko z sobą koszulkę, czepeczek, a od ojca bryłkę ziemi pod głowę — I nic więcéj — Wierzym czytając, że poeta płakał, a łzami pisał.