Strona:J. I. Kraszewski - Nowe studja literackie T.II.djvu/75

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
71

W ósmym widziemy ten dom pusty, w którym jednéj maluczkiéj duszy zabrakło, a tak wiele z nią ubyło — taka cisza, taka samotność — Ojciec milczący, matka płacze — i cicho — cicho, niéma rozśmiać się komu — z każdego kąta żałość człowieka chwyta.
W następnym trenie odzywa się poeta, do mądrości nieczułéj, stoickiéj co uczy wszystko znosić, a na nic nie narzekać. Szedł i ón do takiéj mądrości, ale teraz jedna bolesna strata, z niéj go zrzuciła.
Pyta gdzie się podziała dziecina? Czy w słowika zamieniona, czy w czyścu zmywa plamkę, jeśli jaką miała — czy po śmierci poszła, kędy pierwéj była? I wzywa jéj:

Pociesz mnie jako możesz, a staw się przedemną
Lubo snem, lubo cieniem, lub marą nikczemną.

W jedénastym trenie, żal przywodzi go do rozpaczy, sam nie wié za co padła na niego boleść taka, za co go los tak srodze dotknął. Miarkuje się jednak w końcu — Opisanie nie zwyczajnych dziécięcia przymiotów, zajmuje tren dwunasty, a jeśli zważym, że Urszulka, miała, jak autor powiada, półtrzecia roku (30 miesięcy) tém dziwniejszemi się one wydadzą. Obraz téj dzieciny, prześliczny, ojcowskie serce