Strona:J. I. Kraszewski - Nowe studja literackie T.II.djvu/73

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
69

kach, wzięła dziedzictwo swawoli i patent bezwstydu. Piękna dykcja i trochę dowcipu były im exkuzą; — wziął to za wymówkę i nasz poeta, choć najmniéj w tém i dawnych i współcześnych sobie naśladował. Z resztą małéj téj ilości swawolnych ucinków i fraszek, nawet wymawiać i tłumaczyć nie widziémy więcéj potrzeby. Idziem daléj z rozbiorem naszym.
Treny Kochanowskiego, są wybuchem żałości rodzicielskiéj, po śmierci najulubieńszego dziecka, żałości już w piérwszém gwałtowném objawieniu się jéj, przecierpianéj, utulonéj, a w cichy, długi zmieniającéj się smętek, wylewający się powoli, w natchnionych bólem, poezjach. Nie jest to zimny jak w Klonowiczu na śmierć Kochanowskiego trenach, utwór; — sztuczne wzbudzenie żałości i sztuczny jéj wyraz, jest to prawdziwy ból, prawdziwa skarga ojcowska, z rany już zaskrzepłéj a jeszcze boleśnéj płynąca.
Nieskończona tu liczba pięknych obrazów i wybornie wyrażonych uczuć. — Tak w piérwszym trenie, to porównanie do węża połykającego ptaszęta:

Tak więc smok upatrzywszy gniazdo kryjome
Słowiczki liche zbiéra, a swe łakome