Strona:J. I. Kraszewski - Nowe studja literackie T.II.djvu/72

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
68

passij niéma w téj swawoli, niéma namiętności jak dzisiaj. Dzisiaj wszystko się opisze, co się myśli, co się poczuje w sobie, począwszy od wszelkich chorobliwych ciała wzruszeń, aż do wszystkich najdzikszych myśli duszy naszéj, myśli występnych, które bezwzględnie obnażamy, jak gdyby tym wszetecznym ogniem mogła się rozgrzać literatura, miał się dowodzić poetycki zapał. Dawniej tak nie było. Ón, gdy swawoli nawet, miarkuje się, i zwierzęcej strony człowieka, a chuci jego nago nie pokazuje, żartuje z nich na zimno, nie rozpala niémi słuchacza. Patrzcie jak zawsze umiarkowany, poważny, jak moralny nawet w najmniéj moralnych swych pieśniach, które podyktowała namiętność, ale tuż stał na straży wstyd, rozsądek, szacunek samego siebie i ludzi. W najwolniejszych powiastkach, gdy mu na pióro wleci myśl płocha, pusta, jest to realnie myśl tylko płocha, ale nie namiętna, nie buchająca czarnym passij dymem. Swawola jego jest tylko swawolą, nie zaraża, nie rozpala. Wymówić go jeszcze można tam gdzie swawolny. Przykładem greckich i rzymskich poetów dawnych, ulubionych wzorów ówczesnych, co wskazywali drogę, pierwsi bezwstydnie się obnażywszy; po nich Europa XVI wieku, w swych epigrammatach i ucin-