Strona:J. I. Kraszewski - Nowe studja literackie T.II.djvu/68

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
64

i język swój, co go sam stworzył, a który my mu winniśmy. Wieki późniejsze co po nim przepłynęły, więcéj mu ujęły, niż dodały. Obrazy Jana są zawsze wspaniałe, wielkie, ciche i pogodne, mniéj dobrze maluje burzę, bo jéj w życiu nie czuł i niepojmował przy swéj rezygnacij i pokoju duszy, bo w niéj nie było ani ciało, ani dusza jego. Drobne przygody jego żywota odbijają się w poezjach z cudowną wiernością rysów.
Patrzcie, jak pięknie maluje naturę, jak trafnie wystawia ludzi. Jego natura i ludzie przy całéj swéj prawdziwości, mają zawsze cóś idealnego, wzniosłego, czystego; nigdy nie pokazuje strony ich czarnéj, gorszéj, plamistéj. Celując w obrazach swobody, wesela, albo cichego smutku, gdy zechce wyśmiéwać, szydzić, wywięzuje się z satyry, z dowcipem nieporównanym, z jakąś naiwnością, dobrodusznością, wzbudzającą tém szczérszy uśmiech, że opowiadać zwykł rzeczy zabawne, wesołe, z zupełną powagą i serio. Jaki to malarz-satyryk w tych urywkach cośmy je wyżéj przywiedli, a prócz nich w wybornych swych Fraszkach. Jak chrakterystyczne natrafiamy w nich postacie, zacnych sąsiadów, i tak zwanych przyjaciół i cudackich czupiradeł.