Strona:J. I. Kraszewski - Nowe studja literackie T.II.djvu/67

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
63

Gdzie śmiéchu więcéj niż potraw dawają,
Ale poetom wszystko przepuszczają.

Innego rodzaju jest obraz w pieśni XXI (Xięga IV) do Wojewody. Czarny koloryt jego zaraz w końcu uczuciem religijném się wyjaśnia. Albo jeszcze w pieśni XXXVII do Stanisława Wapowskiego, gdzie tak dawne czasy maluje:

Szczęśliwe czasy kiedy giermak stary
Był tak poczciwy jako te dzisiejsze,
Jedwabne bramy coraz kosztowniejsze.
Wprawdzieć nie było kosztu na maszkary
Ale był zawsze koń na stajni rzéźwy
Drzewo, tarcz pewna i pancerz na ścianie,
Szabla przy boku, sam pachołek trzeźwy
Nie szukał pierza wyspał się na sianie
A bił się dobrze! Bodaj tak uboga
Dziś była Polska — a poganom sroga.

Chcecież jeszcze więcéj dowodów narodowości Kochanowskiego, nie jestli jeszcze jawna, że wszystko czerpał z siebie i ze świata co go otaczał. Późniejsi następcy, naśladowcy, weszli już w ten świat konwencjonalnych myśli, którego ón jeszcze nie pojmował. W nim wszystko albo starożytne, albo własne swoje, rodowite polskie. On zawsze oryginalny sam sobą, nie naśladuje nigdy. Ma sobie właściwy sposób widzenia świata, malowania go, własną wzniosłą moralność, chrześciańską, spokojną,