Strona:J. I. Kraszewski - Nowe studja literackie T.II.djvu/66

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
62

śni ich nie uczone, ubrały się tylko w rym gładszy i świąteczną jakby szatę.
W Sobótce jest Kochanowski narodowym, o ile nim tylko swojego czasu być mógł, a więcéj niż ktokolwiek po nim był, aż do XIX wieku; bo późniejsi wszyscy niepojmują ani poezij gminnéj jak ón, ani przypuszczają ją za piérwiastek dla sztuki — ón to jeden daje przykład studjowania natchnień gminu w XVI wieku i jeden tylko tworzy w jego duchu, nie rojąc sobie jakiegoś konwencjonalnego pastuszego ludu, ale z prawdziwego biorąc wzory.
Jeszcze tylko kilka obrazków, z pieśni, na dowód narodowości Jana, o którą nam wielce chodzi. Oto naprzykład (IV. X.) jeden z najrzadszych u Kochanowskiego, bo w nim sam się ukazuje:

Pawle, rzecz pewna u twego sąsiada,
Możesz długiego nie czekać obiada.
Bo w méj komorze szczéra pajęczyna
W piwnicy także coś na schyłku wina.
Ale chléb (wedle przypowieści) z solą,
Każę położyć przed cię z dobrą wolą.
Muzyka będzie, pieśni téż dostanie,
A k temu płacić niepotrzeba za nie.
Bo się tu ten żmij rodzi tak okwito,
Lepiej daleko niż jęczmień i żyto.
Przeto siędź za stół mój dobry sąsiedzie,
Boś dawno bywał przy takiéj biesiedzie,