Strona:J. I. Kraszewski - Nowe studja literackie T.II.djvu/60

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
56

Patrzaj djablo, że się tu i gościom dostanie
Gniéwaj się jako raczysz, tylko nie léj panie,
Bo ja w tém piwie twojém roskoszy nie czuję,
Zdrowie rad mam od ciebie, kufla nie przyjmuję,

Jeślić osiowo idzie, kto więcéj pić może,
Dajęć przodek w tym męztwie, sam pójdę na łoże,
Już ty bądź w tym rycerzem, co piwo usieczesz —
Tego niewiém, jeśli przed chłopem nie ucieczesz.

Jeśli téż tak rozumiész żebyś mnie częstował —
Męczysz mnie nie częstujesz — tociem podziękował.
Chcesz mnie uczcić — Dajże mi dobrą wolę w domu
A niechaj po niewoli nie pełnię nikomu

................

I tak we łbie rozumu po trzeźwu nie wiele
A ostatek chcesz zalać w to miłe wesele,
Niech raczéj nic nie będzie — mali go być mało!
Radoby niebożątko z mózgu oszalało.

Więc téż wojna bez wici — gospodarz się wierci
Porwoniście zabitéj na ostatek śmierci.
Do tylam was rozwadzał, aż mi się dostało
Bijcie się póki chcecie — mnie tam na tém mało.

Kufle lecą jako grad: a drugi już jęczy,
Wziął konwią aż mu na łbie zostały obręczy
Potém do arkabuzów — a więc to biesiada?
Jeśliście tak weseli, jakaż u was zwada?

Nazajutrz się jednają — przed się go naléwaj,
A kto z nieżadnym głosem przed pany zaśpiéwaj.
.................

Bodajże wam smród w gębę, mili pijanice,
A trąd na twarz, bo żona lubi takie lice.
Krzywe nogi na starość, nieobrotnéj szyje,
Krom klątwy, kto będzie żyw, snadnie się dopije.