Strona:J. I. Kraszewski - Nowe studja literackie T.II.djvu/40

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
36

Rzéki wód nieprzebranych wielką hojność mają,
Biały dzień a noc ciemna, czasy swoje znają.
Tobie k woli rozliczne kwiaty wiosna rodzi,
Tobie k woli w kłosianym wieńcu lato chodzi.
Wino jesień i jabłka rozmaite dawa,
Potém do gotowego gnuśna zima stawa.
Z Twéj łaski nocna rosa na mdłe zioła padnie
A zagorzałe zboża dészcz ożywia snadnie,
Z Twoich rąk wszelkie zwiérze patrza swéj żywności
A Ty każdego żywisz z swéj szczodrobliwości.
Bądź na wieki pochwalon, nieśmiertelny Panie,
Twoja łaska, Twa dobroć nigdy nie ustanie.
Chowaj nas póki raczysz, na téj niskiéj ziemi,
Jedno niech zawsze będziem pod skrzydłami Twemi.

Wyobrazić sobie łatwo zdumienie tych ludzi, co tak piękne, proste, jasne myśli wyczytali w języku własnym wydane łatwo, dobitnie, poetycznie, co po Reja twardych wiérszach, wymuszonych, niepoprawnych, często sens dla rymu łamiących padli na tę, dziś dla nas jeszcze piękną poezją. Kochanowski od razu stanął u szczytu i zostawił wszystkich za sobą.

Często powrót wiosny, dostarcza poecie obrazów, oto jeden z najświeższych i najżywszych (X. II. IX).

Serce rośnie patrząc na te czasy,
Mało przed tém gołe były lasy,
Śniég na ziemi wyżéj łokcia leżał
A po rzekach wóz najcięższy zbieżał.
Teraz drzewa liście na się wzięły
Polne łąki pięknie zakwitnęły,