Strona:J. I. Kraszewski - Nowe studja literackie T.II.djvu/41

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
37

Lody zeszły, a po czystéj wodzie,
Idą statki i ciosane łodzie.
Teraz prawie świat się wszystek śmieje,
Zboża wstały, wiatr zachodny wieje,
Ptacy sobie gniazda omyślają,
A przededniem śpiéwać poczynają.

Jakże to znowu ochocza, rzeźwa i wesoła, ta apostrofa do dzbana. (XII).

Dzbanie mój pisany,
Dzbanie poléwany,
Bądź płacz, bądź żarty, bądź gorące wojny,
Bądź miłość niesiesz, albo sen spokojny.
Jakkolwiek zwano,
Wino co w cię lano,
Przymknij się do nas, a daj się nachylić,
Chciałbym twym darem gości swych posilić.

Ta piosenka jak się wyraźnie z zakończenia pokazuje, wyleciała z ust poecie, przyjmującemu gości w swym domu, obyczajem krajowym, na któren narzekał, a jednak musiał mu być posłusznym.
W szesnastéj pieśni jest śliczne porównanie kochanki do zorzy.

Już mi z myśli wypadły tu obecne twarzy
Twoje nadobne lice jest podobne zarzy (zorzy)
Która nad wielkiém morzem rano się czerwieni,
A z nienagła ciemności nocne w światło mieni,
Przed nią gwiazdy drobniejsze po jednéj znikają.

Mnóstwo w téj xiędze własnych i naśladowanych pieśni miłosnych, zdają się poświadczać