Strona:J. I. Kraszewski - Nowe studja literackie T.II.djvu/35

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
31

Miasty wzgardzę, ón w równém szczęściu urodzony
On ja — jako mnie zowiész, wielce ulubiony
Mój Myszkowski, nie umrę, ani mnie czarnémi
Styx niewesoły zamknie odnogami swémi.

Oto najpiękniejsza strofa:

Już mi skóra chropawa padnie na goleni
Już mi w ptaka białego wićrzch się głowy mieni.
Po palcach wszędy nowe pióra się puszczają,
A z ramion sążeniste skrzydła wyrastają.

Żaden największy poeta dzisiejszy niezaparł by się téj strofy. Albo tych jeszcze kilka wiérszy ostatnich:

Niech przy próżnym pogrzebie żadne narzékanie,
Żaden lament nie będzie, ani uskarżanie,
Swiéc, dzwonów zaniechaj i mar drogo słanych
I głosem żałobiiwym z ółtarzów śpiéwanych.

Niektóre pieśni, a w ich liczbie tylko co cytowana, zdają się nam wielce podobnie improwizacjami, któremi poeta na myśl podaną wręcz odpowiadać musiał; potém je wcielając do zbioru swych pieśni. Tak i ta do gości poetów, wyżej przywiedziona i ostatnia, zdają się odpowiedzią na pytanie, wybuchem natchnienia, nie skutkiem rozmysłu.
W téj xiędze znajdujemy już kilka pieśni, umyślnie przez nas w przeglądzie ominionych, o których niżéj wspomnieć mamy na swojém