Strona:J. I. Kraszewski - Nowe studja literackie T.II.djvu/21

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
17

W pieśni, któréj wyżéj cytowaliśmy kilka wiérszy, z jak miłym spokojem, który go wszędzie charakteryzuje i nieodstępnie mu towarzyszy, duma o sobie i losie swoim:

Wysokie góry i odziane lasy
Jako rad na was patrzę, a swe czasy
Młodsze wspominam — które tu zostały,
Gdy był na statek człowiek mało dbały.
Gdziem potém nie był, czegom nie kosztował,
Jażem przez morze głębokie żeglował,
Jażem Francuzy, ja Niemce, ja Włochy
Jażem nawiedził Sibilijne lochy.
Dziś tak spokojny, jutro przypasany
Do miecza rycerz, dziś między dworzany
W pańskim pałacu, jutro zasię cichy
Xiądz w kapitule, tylko że nie z mnichy
W szaréj kapicy, a z dwojakim płatem
I to czemu nie, jeśli że opatem.
Tak był proteus, mieniąc się to w smoka,
To w dészcz, to w ogień, to w barwę obłoka
Daléj co będzie? Srébrne w głowie nici
A ja z tym trzymam, kto co w czas uchwyci.

Z odwiedzin poetów u Jana, w Czarnolesie, poetów, których nazwiska nas nie doszły i domyślać się ich trudno, bo kto przy Janie współcześnie z nim, nazwać się może poetą? — został nam ten wiérsz.

Jako Chiron z dwojakiéj natury złożony
Wzgórę człowiek, a na dół koń nieobjeżdżony,
Rad był kiedy przyjmował do swej leśnéj szopy
Nauczonego syna pięknéj Kalliopy,