Strona:J. I. Kraszewski - Nowe studja literackie T.II.djvu/189

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
185

lizuje wszystko, wysnuje z tego pieśń piękną i w swoim sposobie prawdziwą; romansopisarz gdy swój obraz rozpocznie, widząc taki brak rysów, będzie musiał się domyślać i zrobić może coś bardzo kształtnego ale wcale nie malującego epoki, prędzéj poeta wyidealizować potrafi przedmiot z bliższych nam i jeszcze nie owianych uroczą mgłą dawności, czasów, niż powieściopisarz wysnuje co z nielicznych rysów odleglejszych epok.
Świeżo czytaliśmy czyjąś uwagę, uczynioną nad powieścią Tarszy Stannica. Recenzent uniesiony chwalebnym zapałem oryginalności, dowodzi że autor dla swego utworu powinien był szukać nowéj i własnéj formy, zamiast Walter-Skotowską przybiérać. Ale, jeśli forma, jak to kilkakrotnie powtórzyliśmy, jest tylko wynikłością idei, a wcale niedowolną rzeczą; kiedy dwie idee podobne sobie, objawiają się, nie powinnyż, nie musząż one, mniéj więcéj podobnie się wcielić?? Forma p. Tarszy wielce wprawdzie przypomina Walter-Skotta, ale nie jest niewolniczém podrzeźnianiem, jak się recenzentowi wydaje. Nie wynikła ona z rozmysłu, ale z konieczności, z przedmiotu, z natchnienia. Zdaje mi się, że gdyby Tarsza Wal-