Strona:J. I. Kraszewski - Nowe studja literackie T.II.djvu/16

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
12

wiejska milsza nad wszystko, że w tém, co zowią wzniesieniem na świecie, jest wiele fałszu i wiele poświęcenia; nareście nie czuł się powołanym do stanu duchownego, a religijny w duszy, dla prostych widoków polepszenia losu, nie chciał brać na się sukni duchownéj. Nie łatwo jednak było Kochanowskiemu oprzéć się upartym naleganiom przyjaznych, co go prawie gwałtem, na odpowiednią jego talentem dostojność, wznieść chcieli.
Myszkowski, kanclerz koronny po Padniewskim, największy podobno przyjaciel Jana, mocniéj jeszcze od swego poprzednika jął go do stanu duchownego zachęcać, a chcąc skusić bogatą prebendą, puścił mu, wyjednawszy dlań u króla, probostwo poznańskie i kilka podobno innych. Nie dość na tém jeszcze, król sam wchodząc w myśl dwóch swoich kanclerzy, sam Kochanowskiego ciągnąć począł do stanu duchownego, wszelkiemi sposoby; naznaczywszy wprzódy tysiąc dwieście złotych (summę na ówczas dość znaczną) jurgieltu, dał kilka prelatur, i polecił nareście obrać Opatem Sieciechowskim.
Wszystko napróżno — Jan wolał ciszę swojéj wsi, ubogi spokój i nauki, nad życie trudne, mozolne, nie zaspokajające duszy, a często