Strona:J. I. Kraszewski - Nowe studja literackie T.II.djvu/157

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
153

Cała tym tonem ciągnie się Satyra, zawsze przeciw kobiétom. I nie dziw, kto je widział w stolicy, za zalotnego panowania Augusta, kiedy każda ubiegała się o królewski fawor i szła przeciw sercu królewskiemu na wpół drogi. Kto je widział wówczas — nie mógł o nich sądzić inaczéj. Był to czas powszechnego zepsucia, które nawet na wymówkę swą gorącéj namiętności niemiało, bo je zrodziło w części naśladownictwo cudzych obyczajów, w części duma i próżność.
Na téj Satyrze, kończą się Naruszewicza w tym rodzaju utwory, nieliczne, bo osiém tylko zawierające obrazów — Przebiegliśmy treść ich, nie cytując wiele, gdyż znajome wszystkim prawie, przypomniane być tylko potrzebowały. One są Naruszewicza, jako poety celnym utworem, jedynym może, co przejdzie do potomności, zawsze czytany, smakowany i ceniony. W nich jest fantazja i dowcip, siła i uczucie; nie piérwsi podobno przyznamy im postawiwszy je obok wybornych Satyr Krasickiego, więcéj daleko mocy od tamtych, celujących wdziękiem, wykończonością, dowcipem. W przekonaniu naszém z wieńca poety włożonego na skronie Naruszewicza, te osiém tylko listków niezwiędłe zostały, reszta pożółkła i opadła. Ody i pie-