Strona:J. I. Kraszewski - Nowe studja literackie T.II.djvu/151

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
147

jęty w polsce przywiléj urodzenia; co jedną część narodu, nie przebytym murem oddzielał od drugiéj, ledwie że nie wrogów czyniąc z rodzonej braci, rozdzielonéj losem na dwa obozy. Tu widzim wyraźny wpływ doktryn XVIII wieku. Nie dziwiło nas wcale, gdy mieszczanin Klonowicz pisał swoją Victoria Deorum, ale gdy Naruszewicz, potomek owych co z Radziwiłłami, Sapiehami i t. d. spokrewnieni i po kolligaceni byli, występuje przeciw przywilejowi urodzenia, niepodobna abyśmy niewidzieli w tém, wpływu czasowego, obcego pochodzenia. Co więcéj, Satyrę tę, przypisał ón X. Adamowi Czartoryskiemu.
Tonem, argumentami, celem, myślą, satyra ta widocznie, wyszła z pod pióra człowieka, co przed chwilą tłumaczył odę do gminu P. Thomas. Jest wymowny głos za ludem, a przeciw aristokracij, bardziéj jeszcze niżeli przeciw ślachcie. Piękny tu obraz starożytnych polanów; a wyborny wiérsz ku końcowi.
Satyra trzecia głupstwo, znajoma jest podobno wszystkim. Niepojmujemy jéj tytułu, bo głupstwo nie będąc do poprawienia, nie może być przedmiotem Satyry; snać autor nie stosownie ją nazwał. Dziwnie trafne są w niéj obrazki, znajomego nam już Fircyka, gryzipacierza,