Strona:J. I. Kraszewski - Nowe studja literackie T.II.djvu/150

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
146

Dołączył tym także do Satyr obraz wyborny Fircyka, pomieszczony niestósownie między odami (X. IV. XXIX). Doskonałe jest żartobliwe zakończenie obrazku:

A kiedy fircyk grzecznym kawalerem takim
Któż będzie sowizrzałem, głupcem i prostakiem?

Fircyk kilkakroć wspominany w Satyrach Stanisławowskiéj epoki, jest postacią zupełnie jéj właściwą, odmalowany został z natury. Mamy i dziś różne śmieszności, ale niéma już między nami Fircyków, swobodnych, wesołych, wytwornych, wiercipiętów, takich, jakiemi ich odmalowali Naruszewicz i Krasicki. Z Fircyka wyrodził się dzisiejszy lewek naśladowany z francuzkiego, równie śmiészny swą przybraną powagą, jak tamten był trzpiotowstwem. Piérwsza Satyra Sekret w tonie poufałéj pełnéj rubaszności gawędy, napisana, niekiedy przechodzi dobitnością wyrażeń, aż w gminność, której nowa nasza szkoła częstrokroć o nię pomawiana, nigdy nie doszła. I tu znajdujemy Fircyka znowu, zawsze takim jakim go wprzód odmalował poeta, nieznośnym wiercipiętą, wścibskim i plotkarzem.
W Satyrze drugiéj o ślachetności, a raczéj o ślachectwie, śmiało nastał poeta, na tak przy-