Strona:J. I. Kraszewski - Nowe studja literackie T.II.djvu/149

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
145

Z granicznych urwie sieliszcz: co los zdarzył komu
Nie weźmie mu ni Sotnik, ni Koszowy z domu.
Chodzi z fajką bezpieczny Sawka po Majdanie,
W cześnika szarawarach, w podsędka żupanie,
Na kłusaku pancernym harcuje Mikita
Z kąd wziął, jak to obróci, żaden go nie pyta
Nie wart że się ojczyzną kraj taki zwać godnie
Gdzie same w porównaniu cnotami są zbrodnie?
Gdzie chcąc ujść szarpaniny nie jeden by może
Złotą godność za grube oddał Zaporoże.
Tam by przecie bezpiecznie, jak sobie zasłużył,
Czy borysa, czy chleba pytlowego użył.
I żył lepiéj w szałasach z dziekciowemi gbury
Niż z jaśnie wielmożnemi pany łupiskury.
Dziś człowiek niewié komu zasiéwa i młóci,
Lada kto mu stodołę i lamus przewróci.
Naśle łotrów najemnych, pograbi, pokosi,
Porąbie, porozgradza, spali, powynosi:
A sprawiedliwość kędy? czekaj że jéj zgoła
Kiedy umarli trąbę usłyszą Anioła.
.............
Siedzi człek w domu, jako liwrant w magazynie.
Ten grosza, tamten zboża, ów chce byś dał koni.
A za co? Bo masz a nikt ciebie nie obroni
Daj furaż, bies wié za co włożony drapieżnie
Pój miodem, tucz kurami mundurowe leżnie
I chociaż na obronę publiczną mniéj zdatnych,
Na wysys krwi twéj własnéj, chowasz zbójców płatnych.
Pan stawi karczmę zajrząc że masz grosz z arędy
..................
A że wszystko straciwszy, nie mógł skończyć sprawy
Szedł o kiju Astrci szukać — do Warszawy
Kiwnąłem głową myśląc, żal mi patrzéć na cię
Diabła w pałki z tym kijem wskórasz panie bracie
.....i t. d.